Wersja z większym kontrastem Biuletyn Informacji Publicznej ZSO w Skawinie Biuletyn Informacji Publicznej ZSO w Skawinie
Herb szkoły

Puck 2011

Po kilkunastogodzinnej jeździe pociągiem, dotarliśmy wreszcie do Pucka. Po zakwaterowaniu i obiedzie podjęliśmy pierwszą próbę na wodzie. Tym razem mieliśmy pływać na łodziach klasy Puck. Są to pięcioosobowe mieczowe jachty zbudowane specjalnie do żeglugi na wodach Zatoki Puckiej. Dość silny wiatr bardzo utrudniał żeglugę. Pierwsza łódź zdołała odejść od pomostu, druga zablokowana prze sąsiada i po drobnym błędzie sternika wylądowała w odległym kącie portu. Po długiej i ciężkiej pracy załogi udało się wreszcie uwolnić z pułapki, ale w tym czasie wiatr wzmógł się na tyle, że trzeba było zakończyć pływania. Tego dnia wieczorem urządziliśmy ognisko. Nie trwało zbyt długo bo wszyscy byli zmęczeni podróżą. Jednak „nocne Polaków rozmowy” trwały bardzo długo. Następnego dnia wiatr nadal był bardzo silny, więc przesiadamy się na szalupy typu Drużyna. Te jachty mogą żeglować w tak trudnych warunkach jakie panują dzisiaj. Jednak nie możemy postawić wszystkich żagli. Grotżagle pozostają zwinięte. Przy silnym zachodnim wietrze wychodzimy z portu aby przypomnieć sobie to czego uczyliśmy się przed rokiem. Mimo trudnych warunków radzimy sobie całkiem nieźle. Po południu wiatr jednak przybiera na sile, do tego pojawiają się silne szkwały niosące deszcz. W związku z tym w pobliskim ośrodku kultury i sportu urządzamy turniej tenisa stołowego. W piątek pogoda się nieco poprawia. Jest nadal całkowite zachmurzenie i silny wiatr, ale nie pada. Płyniemy więc do Swarzewa. Wydaje się to niedaleko, lecz żegluga pod wiatr jest ciężka. Wreszcie cumujemy przy małym pomoście w Swarzewie. Tę wieś znamy. W ubiegłym roku byliśmy tu na pieszej wycieczce, by odwiedzić miejscowy kościół w którym znajduje się owiana legendą figurka Matki Boskiej Swarzewskiej patronki rybaków i żeglarzy. Po krótkim spacerze wracamy do Pucka chroniąc się jak najdłużej pod osłoną brzegu. Po południu powtarza się sytuacja z poprzedniego dnia. Idziemy więc na kręgle. Z miejscowej kręgielni korzystaliśmy już w ubiegłym roku, tak więc po krótkiej rozgrzewce urządzamy turniej drużynowy. Sobota wita nas słońcem i silnym wiatrem, który towarzyszy nam przez cały okres pobytu w Pucku. Dziś płyniemy do Władysławowa. Po wczorajszym treningu żegluga jest prosta i przyjemna. Dopiero po drugiej stronie zatoki czekają nas problemy. Przy kei do której chcemy dojść jest tłoczno. Pierwszy z naszych jachtów dopiero za drugim podejściem cumuje longsiade do innego jachtu, drugi po drobnym błędzie załogi ląduje na plaży. Idziemy na wycieczkę do Władysławowa. Zwiedzamy port, wdrapujemy się na wieżę Domu Rybaka (wspaniały widok), a następnie idziemy do smażalni na świeżą flądrę. Po krótkim odpoczynku wędrujemy luźnymi grupkami do przystani. Tam najpierw wspólnymi siłami spychamy jedną z naszych łodzi z piachu i ruszamy w drogę powrotną. W niedzielę wyruszamy do Rzucewa. Słabszy początkowo wiatr pozwala na postawienie grota. Po niespełna dwóch godzinach cumujemy przy kei w Rzucewie. Zwiedzamy piękny park i zamek zamieniony w hotel. Później leniuchujemy na plaży, choć niektórzy próbują się kąpać. Woda nawet ciepła, ale płytko. Czas wracać do Pucka. Stawiamy żale i ruszamy. Po wyjściu spod osłony cypla rzucewskiego dostajemy potężne uderzenie wiatru. Grot precz. Czeka nas długa i uciążliwa żegluga pod wiatr. Żegluga pod wiatr w naturalny sposób budzi ducha rywalizacji. Zaczynają się regaty. Do steru siada pani profesor Barbara Werner i choć pierwszy raz w życiu „powozi żaglówką”, po kilkunastu minutach łapie dryg i powoli doganiamy drugi jacht, który miał nad nami kilka minut przewagi. Na tym halsie pani profesor wypracowuje nam 10 minut przewagi, a po zwrocie dystans nadal się powiększa. Musi jednak nastąpić zmiana przy sterze, ale Mateusz, który zmienił panią profesor nie zamierza być gorszy. Chwilami wiatr słabnie, więc stawiamy grota, wiatr tężeje, grot w dół. Po kilku takich manewrach jesteśmy cokolwiek mokrzy i zmęczeni. Dajemy spokój. Zresztą wiatr zaczyna gwizdać w takielunku. Wieje regularna szóstka. Pod osłoną brzegu, krótkimi halsami zmierzamy do portu. Po zacumowaniu i sklarowaniu łodzi, ktoś zanotował czas i po dopłynięciu drugiej łodzi wiemy, że byliśmy lepsi o całą godzinę. W poniedziałek i we wtorek pogoda sprzyja pływaniu na lekkich łodziach mieczowych. Przesiadamy się na Pucki. Pozwala to na większą samodzielność. I choć nadal pod nadzorem instruktorów to jednak sami możemy prowadzić łodzie, decydować o celu żeglugi, momentach zwrotów. Niektórym dowodzenie jachtem wychodzi całkiem dobrze. Jeszcze trochę treningu i kilka osób mogłoby prowadzić jacht samodzielnie. W poniedziałek wieczorem zasiedliśmy przy pożegnalnym ognisku. Dziewczęta na początku dały wspaniały pokaz tańca. Chłopcy nie chcieli być gorsi i wykorzystali fakt pobytu w ośrodku grupy ćwiczącej sztuki walki. Grupa ta zwracała na siebie uwagę niewymuszoną, żelazną dyscypliną, widoczną nawet w kolejce do prysznica. Oni zresztą najbardziej oklaskiwali taneczny występ dziewcząt. Chłopcy zażyczyli sobie treningu takiego jaki przechodzą codziennie żołnierze jednostek specjalnych. W środku nocy rozległy się komendy wykrzykiwane przez dowodzącego. Chłopcy wytrzymali 30 minutowy ostry trening i zadowoleni z siebie, przebrani w suche ubrania, wrócili do ogniska, które trwało jeszcze długo. Niektórzy poszli spać, ale byli i tacy, którzy czekali aż do wschodu słońca. Wieczorem żegnamy gościnny Puck. Mamy nadzieję, że nasi następcy pojawią się tu za rok. Dzięki temu, że w drodze powrotnej jedziemy w wagonie z kuszetkami, czas się nie dłuży bo wszyscy śpią, choć niejednemu wiatr szumi w uszach, a kołysanie wagonu przypomina kołysanie łodzi na falach zatoki. Galeria Emilki Galeria Klaudi